RECENZJE

    JAGGED

    Widać Nine Inch Nails inspiruje Numana nie tylko w kwestiach muzycznych - na nowy album z premierowym materiałem przyszło nam czekać całe pięć lat. Kolejny raz jednak potwierdza się teza, że lepiej dostawać płyty rzadziej, ale za to żeby prezentowały one taki poziom jak chociażby opisywany tutaj "Jagged". Na poprzednim longplayu Numan ustawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko i przy próbie jej przeskoczenia wcale nie upadł z hukiem. "Jagged" to dzieło jeszcze mroczniejsze, jeszcze bardziej dołujące i jeszcze trudniejsze w odbiorze. Zwłaszcza, że nie ma już tutaj tylu przebojów, co na "Pure". W zasadzie to tylko "In A Dark Place" ma naprawdę hitowy potencjał - wykrzyczany, chwytliwy refren i odpowiednio pobrudzona przez Gary'ego melodia. Bardzo klimatycznym utworem jest otwierający płytę "Pressure". Zawodzący Numan i cudowny, wschodni motyw osobiście przywodzą mi na myśl ścieżkę dźwiękową do gry Fallout. Nie bez powodu odwołałem się do tego kultowego erpega - materiał na tej płycie ma podobny duszny, klaustrofobiczny klimat końca świata. Mamy tu i industrialne przyłożenie ("Fold"), jak i momenty bardziej wyciszone (wspomniany już "Pressure" czy "Slave"), a także powrót do gitarowego grania ("Scanner", "Jagged"). Mimo wszystko "Pure" jakoś bardziej mnie wciągnęło - było na nim więcej emocji, smutku, żalu.. Tutaj jest chłód i nieprzystępność. Co nie zmienia faktu, że to rewelacyjna płyta. (4,5/5)

    Autor: Cthulhu the Hutt
    Źródło: www.cth.boo.pl

 

    Mimo że Gary Numan uchodzi za pioniera i klasyka electro, przy opisie Jagged może pojawić się równie dobrze słowo „rock”. Nie nazwałbym tego jednak łatwo dark synth rockiem. Jego dzisiejsza muzyka ma styl, który zawiera równie dużo amerykańskiego, quasi industrialnego „rocka” spod znaku NIN, fali tzw. ami industrial jak i oryginalnej klasy starych dokonań Numana z końca lat 70. Jagged kontynuuje rytmikę i wyraz poprzednich dwóch albumów: Exile i Pure, które złożyły się na doskonały come-back Numana kilka lat temu. Całość najnowszej płyty znaczy powolne, (by nie powiedzieć nawet „smętne”), majestatyczne i bardzo gęsto zinstrumentalizowane granie. Składowe tej frazy to miedzy innymi: niepowtarzalny wokal, gitary, składny sampling jak i hałas. Obok treściwych i mało skomplikowanych riffów, kompozycje budują masywne, chropawe płaszczyzny dźwiękowe. Ściana brzmienia - naprawdę dobre połączenie zaawansowanej elektroniki i przesterowanych strun. Jagged to idealnie złożony zestaw, równych, pozbawionych jakichś specjalnych dynamicznych wolt kompozycji. Bardzo melancholijne liryki dobrze zgrywają się z muzyką ciężką i posępną. Słowa znaczą: paranoja, izolacja i częste odniesienia do pesymistycznej, parabiblijnej eschatologii. Wszystkie elementy znajdują centrum w charakterystycznym głosie Numana, który pozwolił sobie tu na wiele popisów wokalnych. Momentami popadł nawet w zgoła hymnową manierę. Szczęśliwie obywa się bez rażącego patosu i pozytywne wrażenie pozostaje niezmącone. W rezultacie odbiorca ma do czynienia z solidną lecz niestety trochę zbyt przewidywalną produkcją. Nie zmienia to mojego dobrego zdania, zresztą każdy kto docenił nowe rzeczy Numana polubi także ten album. (3,5/4)

    Autor: Wiktor Skok
    Źródło: www.fabryka.darknation.pl 

 

    Dziwna sprawa z tym Gary’m. Niby elektroniczno-idustrialny guru, któremu hołd składają gwiazdy od Nine Inch Nails po Fear Factory, a z drugiej strony jest jakby poza mainstreamem, na uboczu, jakby po grubych latach wrócił do podziemnych czasów Tubeway Army... No cóż, czasy kontraktów w wielkich korporacjach minęły, to samo jeśli chodzi o płodność (w okresie 1979-1991 Gary wydał 12 studyjnych albumów!!) bo jest to pierwsza płyta Numana od sześciu lat. Wiele wody upłynęło pod mostem, ale Numan jaki był, taki jest – mroczny, syntetyczny i...wyciszony.
Ostatnimi czasy Gary zwykł tworzyć siermiężne, patetyczne i długie jak guma kompozycje (5 minut to minimum). Na „Jagged” jest trochę inaczej. Jak zwykle cała masa ciężkich, industrialnych brzmień („Fold”) jednak sprawiają one wrażenie, jakby słuchało się ich zza kurtyny, gdzieś na backstage’u lub w jakimś atomowym schronie. To dobre porównanie – gdyby ktoś zapytał o artystę, którego muzyka najlepiej nadawałaby się do krwawych gier komputerowych lub filmów w stylu „Matrix”, to byłaby to właśnie muzyka Numana. Na „Jagged” nie brak kilku odniesień do jego wcześniejszej twórczości – „Halo” przywołuje klimatem funkujące czasy „Warriors” a w otwierającym „Pressure” jest coś z atmosfery „Exile” (pomijając znakomity wschodni motyw na samym początku). W porównaniu z poprzednią płytą, „Pure”, Numan stroni tym razem od obsesyjnych, mocnych i wściekle elektronicznych dźwięków (może za wyjątkiem znakomitego „Haunted”). Stawia natomiast na mroczno-klaustrofobiczno-maniakalno-industrialne brzmienia („Blind”) ale wszystko jest jakby stonowane, wyciszone, schowane za barierą, przez którą artysta skutecznie broni się przed słuchaczami. Jest to być może swego rodzaju kokieteria, ale nie zmienia to faktu, że i tym razem udało się Numanowi stworzyć coś oryginalnego i ciekawego („Slave”, „In A Dark Place”). Cieszy również ponowne zbratanie się z gitarą elektryczną, która na kilka lat zupełnie odstawił („Scanner” czy znakomity numer tytułowy).
Strasznie zapętlona i ciężka w odbiorze płyta. Zapis czegoś w rodzaju egzorcyzmów lub innych ciemnych rytuałów. Ciekawe, skąd on to wszystko bierze? Tak czy inaczej, jeśli ktoś nie zna wcześniejszych dokonań tego pana, to będzie miał kłopoty z wysłuchaniem całości (ponad 60 minut). Polecam zatem jego wcześniejsze dzieła, od debiutu Tubeway Army po „Pure”. Na szczęście, Numan trzyma równy poziom i dzięki „Jagged” nie schodzi poniżej, wytyczonej sobie kilka lat temu, średniej. Tym bardziej, że to jego najlepsza płyta od czasów „Metal Rhythm”. No i jeśli ktoś ma taki wokal to czy można go nie lubić? (5,5/10)

    Autor: Mateusz „Karaluch” Rękawek
    Źródło: www.alternativepop.pl