RECENZJE

    EXILE

    Po wydaniu "Sacrifice" Gary Numan odnalazł nową tożsamość. Zainspirowany twórczością artystów, których sam wiele lat temu zainspirował (Nine Inch Nails, Marilyn Manson), Wreszcie zaczął tworzyć muzykę dla siebie, a nie dla chęci powrotu do szczytu kariery i wyszło mu to tylko na dobre. Jego albumy znów zaczęły się nieźle sprzedawać ("Sacrifice" zszedł w cztery razy większym nakładzie niż poprzedni longplay Numana - "Metal And Soul"), a od krytyków posypały się pozytywne opinie. "Exile", podobnie jak jego poprzednik, wypełniony jest mrocznymi dźwiękami syntezatorów, chłodem automatu perkusyjnego i przesterowanymi gitarami. Już otwierający album singiel "Dominion Day" jest świetną wizytówką całej płyty. Z tak chwytliwych kompozycji mamy jeszcze "Dead Heaven" i wykorzystany w filmie "Dark City" - "Dark". Wrażenie robi też przecudna ballada "Absolution". Tekstowo, płyta jest kontynuacją "Sacrifice", jednak na "Exile" Numan już nie kwestionuje tak zdecydowanie istnienia Boga - poddaje w wątpliwość jego dobroć, bo - jak sam mówi - "Osobiście w ogóle nie wierzę Boga, lecz jeśli się mylę i Bóg istnieje, to jakim musiałby być bogiem, by dać nam taki świat, w jakim żyjemy?". Początkowo miał to być concept album, lecz skończyło się jedynie na jednym, głównym temacie, przewijającym się przez całą płytę - że Bóg i Szatan stoją po tej samej stronie barykady. Muzycznie "Exile" jest dojrzalszy od "Sacrifice", nie ma tu już kompletnie żadnych pozostałości po muzycznej przeszłości Gary'ego. Numan śpiewa w "Dominion Day": "Apostołowie, czarne anioły, oto dzień panowania". Cóż, dla Numana na pewno. (4/5)

    Autor: Cthulhu the Hutt
    Źródło: www.cth.boo.pl

 

    Gary Numan należy do grona najbardziej ponurych facetów tworzących muzykę będącą pop-rockiem, opartm na uporczywych, oszczędnych brzmieniach syntezatorów. Odhumanizowanym głosem wyśpiewuje posępne treści, w których zwątpienie przebija niemalże w każdym słowie. A słowo zbawienie,jeśli już się pojawia, to w kontekście braku na nie nadziei. Muzycznie wielu na pewno skojarzy Numana z Nine Inch Nails, Type O Negative, bywają też chwile, w których można się doszukać podobieństw z Legendary Pink Dots. Posępne, niskie, rozciągające się frazy syntezatora, "odgłosy grozy", z rzadka industrialna gitara, bezlitosny rytm automatu perkusyjnego i głos...wzniosły, czasem zalatujący histerią, a jednocześnie beznamiętny. Ponad 70 minut dołowania w najlepszym stylu: mrożącego, ale melodyjnego; muzycznie ciężkiego, ale pełnego wrażliwości.

    Autor: Bartek Bartosiński
    Źródło: www.vivo.pl